W pierwszej części mojego, mam nadzieją cyklicznego, kącika muzycznego chciałbym przedstawić Wam zespół, którego muzyka od wielu lat zajmuje w moim sercu miejsce zaszczytne. Dead Can Dance to australijsko brytyjski projekt, którego twórczość wymyka się jakiejkolwiek klasyfikacji. Od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem „The Host of the Seraphim”, muzyka DCD towarzyszy mi na każdym kroku, na dobre i na złe, otwierając mnie, i tych, których uda mi się do tego przekonać na wyrafinowane mistyczne przeżycia.



Dead Can Dance nie jest zwykłym zespołem. To nigdy wcześniej niespotykane połączenie współczesnej muzyki elektronicznej z rytmami bliskiego wschodu, Azji, Afryki… To muzyka tych wszystkich magicznych miejsc, o których często śnimy, a do których tak rzadko udaje się nam dotrzeć. Może dlatego, że już ich nie ma. A może nigdy ich nie było. Może obdarzona niepowtarzalnym głosem Lisa Gerrard śpiewa o świecie, do którego dostać się można tylko we śnie. To nieistotne. Ważna jest Muzyka. To Ona staje się bramą, poprzez którą możemy się tam dostać, gdziekolwiek to „tam” miałoby być.

Zespół powstał w 1981 roku w Australii, z inicjatywy Brytyjczyka Brendana Perry i Australijki Lisy Gerrard. Chociaż przez skład przewinęło się wielu muzyków, to właśnie ta dwójka miała kreatywną kontrolę nad muzyką Dead Can Dance.

Po serii udanych koncertów w undergroundzie Gerrard i Perry zdecydowali się opuścić Australię i przenieść się w 1982 roku do Londynu, by niedługo wydać pierwszą płytę. Nietuzinkowa, trochę gotycka, trochę tchnąca cold wave „Dead Can Dance” odbiła się szerokim echem w świecie klubowej muzyki lat osiemdziesiątych i pozwoliła zespołowi na spokojna pracę nad kolejnym, dojrzalszym już albumem „Spleen and Ideal”

Zespół dzięki tej płycie bardzo, bardzo daleko odrzucił łatkę zespołu gotyckiego, jaką obdarzyły ich media branżowe, pokazując nową, absolutnie wcześniej nieznaną jakość. To już jest Muzyka, twór unikalny i niepowtarzalny. Połączenie ponadprzeciętnych głosów Lisy i Brendana z potężnymi elektroniczno-orkiestrowymi utworami jest nawet z perspektywy prawie 25 lat od wydania płyty miażdżące. Gerrard pokazała tą płytą niezwykłe spektrum wokalne, ustalając standardy, którym niewiele wokalistek może dorównać. Wykorzystała również wymyślony prze siebie język, którym posługiwała się w dzieciństwie, by jeszcze bardziej umagicznić muzykę zespołu. Glossolalia miała z resztą stać się jej znakiem rozpoznawczym. Oryginalny wokalny popis Perry'ego w „Enigma of the Absolute” pokazał zaś, że główny kompozytor muzyki zespołu może kreować magiczne pejzaże głosem z taką samą niemal łatwością jak Lisa. Otwierający płytę „De Profundis (Out Of The Depths Of Sorrow)” najlepiej pokazuje umiejętności kompozytorskie i wokalne duetu. A później jest już tylko coraz lepiej. Nawiedzona czasem szalona i trochę straszna muzyka z tej płyty to znak drogowy, który wskazał kierunek, w jakim dalej podąży zespół.

„Within the Realm of the Dying Sun”, trzecia płyta zespołu została wydana w 1987 roku. DCD znany był już w całej niemal Europie, dobra sprzedaż wcześniejszych albumów pozwoliła na prace nad następcą „Spleen…” w komfortowych warunkach. Oddajmy głos krytykowi, który w recenzji dla magazynu „Q” napisał: „Jeśli pop to piwo lub wytarte jeansy, to trzeci album Dead Can Dance jest monumentem, arkadami, witrażem. Łączy wspaniałe głosy Gerrard i Perry’ego, eteryczne chóry kościelne, potężne struny z pokładami muzyki etnicznej. Środkowowschodniej, indyjskiej, Maurów… każdego zakątka świata poza londyńskim East Endem, gdzie para rezyduje.”

„The Host of the Seraphim” otwierający czwartą płytę zespołu, „The Serpent’s Egg” jeden z najbardziej dramatycznych, potężnych i mistycznych utworów zespołu pojawia się w wielu filmach, między innymi w klimatycznym zakończeniu „Mgły” Franka Derabonta. Popis wokalny Lisy Gerrard w tym utworze można nazwać tylko jednym słowem. Niewiarygodny. Podobnie kończący płytę „Ullyses” na którym to Perry wspina się na wyżyny swoich wokalnych umiejętności, jakby znów chcąc konkurować ze śpiewem Lisy.

Tematem przewodnim piątej płyty po raz kolejny był duchowy i liturgiczny aspekt muzyki Średniowiecza i wczesnego Renesansu. Z jedenastu kompozycji, które składają się na album „Aion”, tylko dwie zaśpiewane są po angielsku, zaś pozostałe dziewięć to przedziwna mieszanina łaciny, arabskiego, bułgarskiego i południowych dialektów Hiszpanii. Płyta dzięki swej wielowarstwowości dociera w muzycznej i emocjonalnej sferze do ludzi z praktycznie każdego zakątka świata, i na całym niemal świecie została doceniona.



Pierwszy legalnie wydany w USA album Dead Can Dance, najlepiej do tej pory sprzedając się płyta zespołu – „Into the Labirynth” to płyta dziwna. Składająca się z jakby dwóch oddzielnych części, nie do końca ze sobą zgranych. Część utworów skomponowała Lisa Gerrard, część Brendan Perry, album ten zaznacza coraz bardziej zauważalne różnice artystyczne między obojgiem, różnice, które już wkrótce doprowadzą DCD do rozpadu.

„Towards the Within”, jedyna oficjalna koncertowa płyta zespołu to nieszablonowe nagranie. Pokazuje kunszt wokalny i muzyczny DCD w zupełnie innym, trudniejszym otoczeniu. Perry i Gerrard wychodzą z tego testu obronną ręką, rzekłbym nawet, że umiejętności jakie zaprezentowali na tym albumie przekraczają to, czego byliśmy świadkami na wcześniejszych, studyjnych krążkach. Wyjątkowość „Towards…” polega także na jej świeżości. Tylko cztery z piętnastu utworów, jakie znalazły się na płycie pochodzi z poprzednich albumów. Pozostałe to utwory premierowe. Tak jak „The Host of the Seraphim”, premierowy „Sanvean – I am your shadow” pojawił się później w wielu filmach, reklamach i innych projektach.

Wraz z nastaniem drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych Lisa i Brendan oddalili się od siebie na płaszczyźnie prywatnej, zawodowej i artystycznej. Łabędzim śpiewem pary okazał się wydany w 1996 roku „Spiritchaser”. To zupełnie inny, plemienny, oparty na rytmie a nie melodii album, odmienny, ale równie piękny jak ich wcześniejsze dokonania.

W 1998 miał zostać nagrany następca albumu „Spiritchaser”, jednak zespół rozpadł się nim ujrzał światło dzienne. Od tamtej pory Lisa i Brendan szli własnymi ścieżkami artystycznymi, nagrywając albumy i koncertując, również w Polsce.

W 1995 zespół powrócił na serię koncertów w Europie i Ameryce. Miało być to oficjalne pożegnanie z fanami, ale…

Na początku 2010 roku Perry w wywiadzie z dziennikarzem bułgarskiej strony katehizis.com rzekomo stwierdził, że w ciągu roku wybierze się z DCD na trasę koncertową i nagra album. Nie udało się nam potwierdzić tej informacji na stronie katehizis.com, i wraz z członkami fan klubu DCD uznaliśmy to za kaczkę dziennikarską. Jednak 9 kwietnia 2010 Brendan Perry w rozmowie ze swoimi fanami na forum potwierdził, że w przeciągu dwóch najbliższych lat planowane jest wydanie kolejnego albumu Dead Can Dance. Oddajmy Mu głos: ”Hercules Denis Poirot na ratunek! Jeszcze nic konkretnego, ale nowy album i trasa Dead Can Dance może być w planach za rok lub dwa… Na razie jednak, moje plany dotyczą mojej własnej pracy, zbliżających się wydawnictw i tras koncertowych.” Poirot to alias, którego Perry używał kilkukrotnie na forum. Pozostaje nam tylko cierpliwie czekać.

Dead Can Dance z perspektywy eRPeGowca to niezmierzone pokłady wspaniałej muzyki, którą można dopasować do niemalże każdej sytuacji, jaka może spotkać graczy. Utwory zespołu pomagają również rozwijać wyobraźnię, kreować własne, niezwykłe światy. Na pewno nie stracicie nic, jeśli odważycie się spędzić trochę czasu z Lisą i Brendanem.

Podpowiedzcie mi kolejne zespoły, o których warto w tym miejscu napisać. Jestem otwarty na wszelkie nietuzinkowe kapele i muzyków. Piszcie na admin(at)kapitula-lodz.pl!

Piotr "Raven" Zawadzki